Historia klubu

Początki działalności rotarian w Poznaniu sięgają roku 1989. Klub został założony przez dwie współpracujące ze sobą grupy inicjatywne, które skupiały się wokół kilku środowisk. Jedna wokół Towarzystwa Wiedzy Powszechnej pod przewodnictwem profesora Gerarda Straburzyńskiego i Instytutu Medycyny Uzdrowiskowej kierowanego przez profesora Wojciecha Kasprzaka i Jana Malewskiego – zainspirowana przez niemieckie kluby rotariańskie, druga wokół Uniwersytetu Przyrodniczego (WSR) pod przewodnictwem profesora Zbigniewa Młynarka, której pomocą służyły kluby z Holandii i Francji. Klub rozpoczął swoją formalną działalność w styczniu 1991 roku.

Rozmowę z założycielami i prezydentami klubu opublikował w 2010 roku, na dwudziestolecie klubu, magazyn „Merkuriusz Polska” pod tytułem „Inni”. Przedrukowujemy ją bez zmian, dlatego słowa takie jak „dziś” czy „obecny prezydent” odnoszą się do tamtego czasu.

Pięć osób rozmawia przy okrągłym stole z filiżankami kawy, w pokoju o żółtych ścianach.
Siedzą od lewej: Jan Malewski – jeden z pierwszych skarbników klubu, Wojciech Kasprzak – prezydent w latach 1999–2000, Bogusław Zalewski, Gerard Straburzyński – prezydent w latach 1990–1991, Mariola Zdancewicz

Co sprawiło, że Panowie chcieli przywrócić – myślę tu o czasach przedwojennych, w których kluby były obecne w Polsce – działalność rotariańską?

Zbigniew Młynarek: Z ruchem rotariańskim zetknąłem się przez kontakty naukowe. Był to chyba rok 1979. Współpracowałem wówczas z dwoma wybitnymi geotechnikami, którzy byli rotarianami, profesorem Guyem Sangleratem z Francji i producentem sprzętu geotechnicznego, dyrektorem Ariem van den Bergiem z Holandii. Uczestnicząc w różnych konferencjach międzynarodowych na świecie, zawsze chodziliśmy na posiedzenia tamtejszych klubów. Poznawałem środowisko i zasady, i miałem możliwość spotkania wybitnych ludzi różnych dyscyplin. Zafascynowała mnie zarówno wyznawana przez nich idea rotariańska, jak i efekty ich wszechstronnych działań. Pojawiła się wtedy koncepcja założenia takiego klubu w Poznaniu. Oczywiście była to cudna myśl, mogłem skompletować ludzi, którzy byli wybitnymi osobistościami w środowisku i wyrażali wolę działalności charytatywnej. Do pierwszej czwórki zaliczał się Andrzej Patalas, który był w środowisku poznańskim niezwykle czytelną osobowością – był dyrektorem Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych, Edmund Flaczyk – dyrektor Zakładów Mięsnych POZMEAT, włączyłem też do tej grupy rektora Włodzimierza Fiszera z ówczesnej Akademii Rolniczej, jako że byłem pracownikiem tej uczelni. Naszym mentorem był, wcześniej wspomniany, Arie van den Berg, który w tamtych czasach przynajmniej raz w miesiącu bywał w Poznaniu. Te spotkania inspirowały nas do działania jeszcze przed założeniem klubu. Dzięki firmie van den Berga wprowadziliśmy najlepszy sprzęt do badań budowanego w Poznaniu najnowocześniejszego składowiska śmieci w Polsce.

To nie wszystko w kwestii założenia klubu. W Holandii jest zwyczaj, że raz w roku królowa holenderska zaprasza prezydentów i znaczących gości na spotkanie do swojej letniej rezydencji. Miałem okazję dwukrotnie uczestniczyć w takim spotkaniu. Na jednym z nich padło ze strony szambelana królowej zapytanie o możliwość założenia klubu w Poznaniu. Kiedy już byliśmy w ostatniej fazie przygotowań, profesor Straburzyński zaproponował, żebyśmy to zrobili wspólnym wysiłkiem.

Gerard Straburzyński: Dopowiem parę zdań. Profesor Reinhard Fricke, który był naszą osobą wprowadzającą, praktycznie postawił mnie przed faktem dokonanym. Zadzwonił do Genewy do przedstawicielstwa Rotary International i powiedział, że ma profesora z Polski, który będzie zakładał klub w Poznaniu. No i nie było odwrotu. Przed sformalizowaniem klubu już działaliśmy, nie siedzieliśmy biernie, uważaliśmy, że trzeba pracować na rzecz społeczeństwa i na rzecz oświaty. Koledzy wygłaszali prelekcje na tematy medyczne, przede wszystkim z zakresu wychowania zdrowotnego. Byłem szczęśliwy, że mogłem zespolić taką grupę poznańskich osobowości.

Trzech mężczyzn w garniturach siedzi przy okrągłym stoliku z filiżankami i ciastem.
Siedzą od lewej prezydenci: Andrzej Patalas (2002–2003), Zbigniew Młynarek (1991–1992), Edmund Flaczyk (1994–1995)
Czterech mężczyzn w ciemnych garniturach i kobieta rozmawiają na stojąco w biurze.
Na zdjęciu od lewej Andrzej Hofman – trener dystryktu Rotary International 2230 oraz prezydent w latach 2003–2004, Zbigniew Młynarek, Wojciech Guzikowski – obecny prezydent, Mariola Zdancewicz, redaktor naczelna „Merkuriusza”, Bogusław Zalewski – prezydent elekt

Edmund Flaczyk: Nie było sensu, żeby organizować dwa kluby. Połączenie okazało się bardzo korzystne i szybko rośliśmy w siłę.

Zbigniew Młynarek: …zebrać czterdzieści kilka osób – to nie jest łatwe. Do klubu weszły znakomite postaci.

Andrzej Patalas: …na początku był impuls naukowy...

Zbigniew Młynarek: ...biznes dopiero się zaczynał. W pierwszej turze Adam Smorawiński, Ryszard Górka, Henryk Helak, potem doszedł Tadeusz Trawczyński, Antoni Karwacki. Było nas coraz więcej i z różnych dyscyplin. Na starcie nasze możliwości finansowe były niezbyt duże. Potem dowiedzieliśmy się o Fundacji Rotary (Rotary Foundation), która znakomicie ułatwiła nam pozyskiwanie środków. Na przykład kiedy zaplanowaliśmy kupienie przenośnego respiratora, to 50% kosztów finansowało właśnie Rotary Foundation, 25% kraj, który się przyłączył do projektu, a resztę my. Wspieraliśmy domy dziecka, były piękne akcje darowania komputerów dla poznańskiej szkoły im. Erazma z Rotterdamu. Radość dzieci, które miały dostęp do tego sprzętu, była ogromna.

Andrzej Patalas: Jednym z większych przedsięwzięć trwającym do dziś była akcja „szklanka mleka” w szkołach, były też paczki z okazji świąt dla osób żyjących w trudnych warunkach.

Zbigniew Młynarek: Profesor Religa otrzymał z klubu wsparcie na tworzenie kliniki. Pamiętam takie humorystyczne zdarzenie. Kiedyś profesor przyjechał do Poznania, żeby nam podziękować. Poszliśmy coś zjeść do restauracji na Starym Rynku. Kiedy zobaczyła nas kelnerka, podeszła do Religi i powiedziała: „Dla pana dzisiaj obiad gratis...”.

Andrzej Patalas: Zgłosiła się do mnie polska szkoła na Ukrainie, że mają tylko trzy polskie książki. Zrobiliśmy w domach remanenty i zbiórkę. Okazało się, że jest pełen samochód książek. Pomógł Olek Tecław i Paweł Sudoł. Dwa razy robiliśmy taką akcję. Pamiętam też, jak ufundowaliśmy stypendium dla młodej skrzypaczki z Moskwy.

Edmund Flaczyk: Myślę, że wspólnie z innymi klubami mocno podźwignęliśmy kulturę. Wspomnę o koncercie organizowanym wspólnie z Lionsami, kiedy pani Smorawińska była szefową klubu. To był ważny moment integracji klubów, które działały w Poznaniu. Kiedyś zaproszono mnie do domu dziecka w Bninie. Pojechałem. Kiedy przysiadłem na łóżku, dzieci do mnie przylgnęły. To było bardzo wzruszające. Jako że Bnin leży nad jeziorem, zakupiliśmy sprzęt wodny – kilka kajaków i łodzi. Zrobiliśmy również zbiórkę książek. Koledzy lekarze w czasie wizyt w Bninie włączali się w opiekę zdrowotną. Niektórzy zapraszali dzieci na święta, albo opiekowali się tymi, które musiały pozostać w placówce. Podobało mi się działanie ówczesnego dyrektora tego ośrodka, który szukał pieniędzy na to, żeby wybudować mieszkania na terenie ośrodka, gdzie mogłyby zamieszkać wspólnie dzieci pochodzące z jednej rodziny.

Od czasu założenia tej najstarszej na świecie organizacji zajmującej się pomocą innym i wyznaczaniem reguł w relacjach międzyludzkich, jaką jest Rotary, powstało wiele innych instytucji, organizacji: na przykład Orkiestra Świątecznej Pomocy, Caritas czy Barka. Czy jest jeszcze miejsce na taką działalność?

Andrzej Patalas: Oczywiście, że tak.

Gerard Straburzyński: Rotary dysponuje wyłącznie pieniędzmi ze składek członkowskich albo z imprez organizowanych na cele charytatywne, począwszy od koncertów, a skończywszy na balach noworocznych, zaś tamte finansowane są częściowo przez państwo, czyli przez podatników. Każdy nasz członek ma obowiązek przysparzać klubowi pieniędzy, które potem przekazujemy na cele społeczne.

Wojciech Kasprzak: Ciekawą sprawą jest idea ruchu – mają się spotykać mężczyźni różnych zawodów, żeby poznać się nawzajem i pobudzać do działalności na rzecz innych.

Bogusław Zalewski: Ruch powstał sto pięć lat temu. Były to inne czasy, inne ustroje społeczno-gospodarcze. Kolebką ruchu Rotary jest Chicago. Z czasem grupa spotykających się za każdym razem u kogoś innego – stąd nazwa „rotary” – znacznie się rozrosła. Potrzeb było bez liku. Idea znalazła zwolenników również w innych miastach i krajach. Zawsze poszukiwano na kandydatów do ruchu rotariańskiego ludzi z pozycją, zamożnych i zacnych.

Wojciech Kasprzak: I co ciekawe, a stało się to zasadą, nie wolno mieszkać w hotelach. Gości trzeba koniecznie zaprosić do siebie do domu. W ciągu tych stu lat wypracowano wiele form aktywności. Wakacyjna wymiana młodzieży jest jedną z nich. Polskie dzieci wyjeżdżają do Stanów, gdzie przebywają w domach zaprzyjaźnionych rodzin, niekoniecznie rotariańskich. Każdego roku do Poznania też przyjeżdża kilkoro dzieci z całego świata, a my sprawujemy nad nimi opiekę i wspólnie zwiedzamy Polskę.

Bogusław Zalewski: Zarówno wtedy, jak i dzisiaj, a może nawet bardziej dzisiaj, formalne struktury państwa nie ogarniają skali potrzeb społeczeństwa tak dalece, że powstawały i powstają obszary, które należy wspomóc. Wspomóc przez inicjatywy społeczne z założenia mniej skrępowane formalnościami. Idea rotariańska – jako jedna z pierwszych – stworzyła strategię udzielania pomocy. Jest ona wsparta ideą budowania przyjaźni i pokoju, gdyż należy mieć nadzieję, że gdy ludzie się znają i osiągają wspólne pomocowe cele, mniej skorzy są do konfliktów czy wojen.

Wojciech Kasprzak: Dam jeszcze jeden przykład, który oddaje, jak ważne jest nawiązywanie takich przyjacielskich międzynarodowych kontaktów. W przypadku naszego klubu istotną sprawą był ruch hospicjum. Miał on różne potrzeby, ale nie chodzi o to, żeby licytować się, ile karetek kupiliśmy, tylko istotne w tym wszystkim było to, że aby to zrobić, musieliśmy pozyskać przyjaźń i życzliwość jakiegoś klubu w innym kraju. Podobnie wiele niemieckich klubów buduje na przykład studnie w różnych częściach Indii. Przyjeżdżają tam i finansują te przedsięwzięcia, i jednocześnie zawiązują nowe kluby. Budowanie wspólnot jest jednym z ważniejszych celów, a osiąga się je na przykład przez organizowanie pikników.

Kiedyś ruch ten był zamknięty dla kobiet. Czy dziś panie chętnie przyjmowane są do tego grona?

Wojciech Kasprzak: Rzeczywiście, jakiś czas były to kluby wyłącznie męskie. Piętnaście lat temu w Szwecji żony rotarian zaczęły się również spotykać i zakładać kluby satelitarne. Jednak pierwsze podniosły w tej sprawie głos Amerykanki. Powiedziały, że jest to seksizm i że jest to niegodne. Na skutek ich aktywności doszło do tego, że nie ma w tej chwili możliwości, żeby klub był wyłącznie męski. Nasz jest męski, bo powstawał w czasach, kiedy to było możliwe.

Gerard Straburzyński: To jest konsekwencją zmian, jakie zaszły na przestrzeni lat. Sto lat temu kobiet wykształconych było niewiele, kobiet przedsiębiorców w ogóle nie było, kobiety rzadko pracowały zawodowo. Stąd taka a nie inna sytuacja.

Czy zdarzają się spotkania, w których uczestniczą wszystkie kluby na świecie?

Gerard Straburzyński: Tak, ale są na nich tylko delegacje klubowe. Wybiera się wtedy prezydenta Rotary International. Poza tym kluby wzajemnie się odwiedzają, wymieniają doświadczeniami, to są formy działalności, które mają je łączyć. Kontakty sprzyjają wymianie gospodarczej, handlowej i naukowej. Na świecie są duże imprezy handlowe, w trakcie których członkowie Rotary z różnych państw spotykają się na wspólnych posiedzeniach. Zresztą każdy rotarianin ma obowiązek – jeśli znajdzie się za granicą – zorientować się, czy istnieje tam klub, jeżeli tak, to powinien pójść na posiedzenie i podarować jego uczestnikom flagę.

Jednym z najczęściej na świecie przywoływanych sprawdzianów z etyki w biznesie jest rotariański test czterech pytań Herberta Taylora. Test w swojej naturze jest prosty, oczywisty i… trudny, bo kto dziś pyta o prawdę, przyjaźń i o uczciwe rozwiązania wobec wszystkich zainteresowanych.

Gerard Straburzyński: Klub pyta, na co dzień. Dlatego w trakcie dwudziestoletniej swojej działalności poznański klub Rotary rozstał się z kilkoma członkami.

Andrzej Patalas: …u nas nie ma aż takiej formalnej weryfikacji, na Zachodzie jest.

Zbigniew Młynarek: …biznes do takich eleganckich rzeczy się nie zalicza, bo jest ostra konkurencja. Ale jeden z atrybutów Rotary, który u nas dopiero dojrzewa, polega na tym, że ludzie w klubie spotykają się również w tym celu, żeby omówić sprawy biznesowe i ze sobą współpracować.

Wojciech Kasprzak: Powołanie do klubu wiąże się z przyrzeczeniem rotariańskim, w trakcie którego kandydat zobowiązuje się do dwóch postaw: że będzie przestrzegać etyki i że wszystkie swoje możliwości i wysiłki skieruje na niesienie pomocy innym. I jeszcze warto powiedzieć, że klub jest absolutnie apolityczny i światopoglądowo neutralny. Do klubu może należeć zarówno rabin, jak i ksiądz katolicki czy pop. To jest bardzo istotne i cenne, ponieważ poglądy polityczne i światopogląd mogą różnić ludzi i źle nastrajać w stosunku do siebie. Atmosfera w Rotary musi być czysta.

Jan Malewski: Kiedy zaczynaliśmy, udało nam się skompletować bardzo szacowny zespół. Zdarzyły się oczywiście osoby, dla których nie wszystko było do końca klarowne i jasne. Wtedy rozstajemy się w przyjaźni. Przede wszystkim zanim rotarianie poproszą kogoś o wstąpienie w swoje szeregi, to go wcześniej obserwują. Są dwaj wprowadzający, którzy rekomendują kandydata. To nie jest takie spontaniczne. No i jest jeszcze komisja. To wszystko powinno gwarantować, że osoba wchodząca do klubu jest osobą godną.

Wśród największych osiągnięć jest sfinalizowanie szczepień przeciwko chorobie Heinego-Medina.

Wojciech Guzikowski: Mimo że to nie jest nasze regionalne osiągnięcie, to myślę, że warto o tym mówić, ponieważ jesteśmy członkiem organizacji międzynarodowej, której osiągnięciem jest zlikwidowanie polio na świecie. Jest to tak ważne, że nawet będąc cząstką tej organizacji, w jakiś sposób się do tego przyczyniliśmy i czujemy się z tego powodu dumni. Jedynie Rotary International prowadzi szczepienia wszystkich dzieci świata, co jest akcją niespotykaną.

Za chwilę będzie u Państwa zmiana warty na stanowisku prezydenta. Jaki klub zostawia obecny prezydent i jaką przyszłość widzi elekt?

Wojciech Guzikowski: Myślę, że jaki ten klub przekażę, to zależy nie tylko ode mnie, ale od członków, bo jeden człowiek, cokolwiek by nie zrobił, zawsze jest wspierany i zależny od społeczności...

Zbigniew Młynarek: …choć każda kadencja wnosi coś nowego...

Edmund Flaczyk: …ale kontynuacja zawsze była naszą dobrą zasadą.

Andrzej Patalas: …nigdy nie było tak, żeby ktoś coś rujnował z dorobku poprzedników.

Jakie pomysły na działanie Rotary ma prezydent elekt?

Bogusław Zalewski: Ray Klinginsmith, prezydent elekt Rotary International, zaproponował hasło na swoją kadencję: „Rozwijajmy wspólnoty, zbliżajmy kontynenty”. W Poznaniu też pójdziemy tym torem. Mamy dwudziestolecie istnienia ruchu. W Wielkopolsce wyczarterowaliśmy kilka klubów, szykuje się następny. Na początku przyszłego roku zrobimy uroczystą replikę pierwszego czarteru. Będzie też wspólny bal. Jesteśmy pierwszym klubem i w związku z tym najstarszym, mamy trochę więcej seniorów niż inni, choć to i dobrze, bo jest od kogo czerpać wiedzę i doświadczenie. Trzeba jednak szukać nowych rotarian i rotarianek, poprawić współpracę z Rotaractem – to ruch młodzieży rotariańskiej i nasi potencjalni następcy. Kilka innych pomysłów dojrzewa.

Co spektakularnego zrobili poznańscy rotarianie?

Wojciech Guzikowski: Pokażemy to poprzez zdjęcia, bo „Jeden obraz wart jest więcej, niż tysiąc słów”. Natomiast chciałem przypomnieć, że organizujemy koncert z okazji jubileuszu. Będzie on już 8 czerwca. Zapraszamy nie tylko rotarian.

Grupa przedszkolaków siedzi na dywanie i patrzy w obiektyw.Telewizor na ścianie, pod nim sprzęt grający i tabliczka z logo Rotary.Rotarianie oglądają dziecięcy rysunek w dużym formacie, trzymany przez jednego z nich.
Akcja „Akademia Małego Strażaka”. Sfinansowanie nauki języka angielskiego, wyprawek dla dzieci, 10 komputerów z oprogramowaniem i telewizora
Siostra zakonna pochyla się nad uśmiechniętym młodym mężczyzną w wózku.
Jeden z podopiecznych z Domu Pomocy Społecznej we Wschowie
Dwoje dzieci gra pałeczkami na ksylofonie, pomagają im dwie opiekunki.Sala gimnastyczna: uczniowie z instrumentami siedzą naprzeciw rzędu gości.
Zespół Szkół Specjalnych nr 103 w Poznaniu. Instrumenty muzyczne dla dzieci niepełnosprawnych i autystycznych ufundowane wspólnie z Rotary Club Reynolda
Goście balu przy nakrytych stołach w dużej sali w czerwonym świetle.
Karnawałowy Bal Charytatywny 2008
Malarz w kapeluszu rysuje siedzącą kobietę, obok na sztaludze portret.
Tytus Byczkowski podczas rysowania portretów na aukcję charytatywną
Mężczyzna mówi do mikrofonu obok planszy seminarium z logo Rotary.
Wykład Andrzeja Jóźwiaka o etyce rotariańskiej na sympozjum dla całego dystryktu
↑